Smaczki afrykanskie
- swiadkowie byli "z lapanki"
- fotograf to po prostu czlowiek bedacy wlascicielem aparatu cyfrowego
- tlumaczka i pastor przybyli na spotkanie "cape verde time" - czyli ok 25 minut po czasie
- na plaze jechalismy samochodem typu pick-up, z pastorem na pace
- kierowca zabladzil na wydmach dwukrotnie
- bukiecik kwiatów przyjechal z najblizszej kwiaciarni - czyli z innej wyspy, prywatnym samolotem. Stal w lodówce przez dwa dni zeby nie zwiadl - na Boavista zwyczajnie nie ma kwiatów
- w trakcie ceremonii na plazy ladowal kite surfer
- po powrocie do Polski, gdy chcielismy calosc zarejestrowac w urzedzie stanu cywilnego w rodzinnym -niezbyt duzym- miescie, urzedniczka wyjela z archwium gruba ksiege przepisów o uznawaniu malzenstw - która, jak sie okazalo, byla jeszcze z wczesnych lat 70tych, kiedy Republika Zielonego Przyladka nie byla panstwem...
Install concrete5 hosting